FANDOM


Zmierzch Bogów: Walka o Życie - odc.2

Alfheim pogrążony w mroku, czarna chmura obejmująca coraz większą część czerwonego nieba, prastary bór elfów powoli umiera. Jedenastka młodych bogów została wysłana do tej ginącej krainy, by to wszystko naprawić. Niektórzy z nich skupili się na realizacji zadania, inni poświęcili się zaliczaniu próby wierności. Po ostatnich wydarzeniach - Alviss po naradzie z Odynem już skreślił niektórych z listy władców. Dowiedzą się oni o tym w późniejszych próbach, a jeden z nich odpadnie już w tej.

--- --- --- --- --- --- ---

Mała, lecz niezwykle jasna kula światła pojawiła się na drodze Sigrid, Asgeira i Shad'Yi. Córka Surtura podeszła do niej.

Shad'Ya:-To jest... niemożliwe.

Sigrid:-Światłość w ciemności. Zawsze istnieje.

Shad'Ya:-Nie o to mi chodzi...

Asgeir:-Możesz mówić z sensem, ognista gnido?

Sigrid:-Cicho, Asgeir. Ona coś wie...

Shad'Ya:-Ta kula wskazuje na to, że znajduje się gdzieś w Alfheimie potężny władca ognia. Dorównujący, a może nawet silniejszy od mego ojca...

Asgeir i Sigrid wlepili wzrok w Shad'Yę.

Shad'Ya:-Nie, bynajmniej nie chodzi o mnie..

Sigrid:-Kto może mieć taką moc?

Shad'Ya:-Nie wiem... ale jego płomień jest wyjątkowo jasny.

Asgeir:-Założę się, że u niej to wielki komplement! Ona planuje zdradę! Zostawmy ją tu, niech umiera w ciemności!

Sigrid:-Asgeir! Próba wierności!

Asgeir:-Nie mam żadnych zobowiązań wobec córki Surtura.

Asgeir ruszył dalej, w stronę serca mrocznej chmury. Sigrid podążyła za nim, mając nadzieję, że przekona go do zmiany zdania, tym samym zostawiając Shad'Yę samą, otoczoną ciemnością. Dziewczyna próbowała pobiec za nimi, ale siły ją opuściły i usunęła się na zimny, skażony ciemną mocą grunt.

--- --- --- --- --- --- ---

Król elfów przyglądał się uwięzionym Egirowi, Eithne i Throstowi. Trójka bogów wiedziała o nim niewiele. Tyle, że było mu na imię Beltherion. Nie było to dziwne, ponieważ on sam nikomu nic o sobie nie zdradzał. Rządził silną ręką, a nawet jego najbardziej zaufani doradcy nie wiedzieli nic o jego prywatnych sprawach.

Beltherion:-Kogo my tu mamy? Trójka wędrowców między światami.. Jak się tu znaleźliście?

Throst:-Odyn zesłał nas tu za karę, ponieważ nie okazaliśmy się w jego oczach godni.

Egir:-Powiedział, że tutaj nauczymy się tego, co nam potrzebne. A gdy już będziemy godni - pozwoli nam powrócić.

Eithne wpatrywała się w pozostałą dwójkę. Byli mistrzami mówienia półprawdy.

Throst:-O, Królu elfów - pozwól nam pracować dla siebie.

Egir zmierzył go spojrzeniem. Perspektywa pracy dla kogoś nie wydawała mu się dobrym pomysłem. Eithne popierała tę postawę. Ufali jednak Throstowi, który był znakomitym taktykiem.

Beltherion:-Żałosne kreatury. Możecie co najwyżej czyścić mój zamek.

Throst:-Oczywiście, panie - pragniemy każdej możliwej pracy.

Beltherion:-Dobrze więc - wyglądacie na półgłówków. Nadajecie siędo tej pracy - przyślę kogoś, by was wypuścił i dał wymagany sprzęt.

Po tych słowach odszedł.

Eithne:-Sprzątanie zamku? Naprawdę, Throst?

Throst:-To wymarzona okazja by się tu rozejrzeć. Król nic nie podejrzewa. Wyczuwam źródło tej ciemności gdzieś tu, na zamku. Służba ma wszędzie wstęp, co ułatwi nam poszukiwania. Nie będzie trzeba się ukrywać.

Egir:-Całkiem nieźle zaplanowane. Jako, że on wciąż uważa nas za ludzi - łatwo pójdzie. Nikt nie będzie nas podejrzewał.

Eithne:-Czasem cieszę się, że jestem z wami w drużynie, wiecie?

--- --- --- --- --- --- ---

Thyri:-Skończyłam poemat.

Runa:-Dobrze - mam nadzieję, że zanim będziesz wymyślać kolejny - twoje zdolności artystyczne będą musiały odpocząć przed rozpoczęciem kolejnego i będziemy mogli w końcu pomyśleć nad danym nam zadaniem.

Tore:-Ważne, że ta chmura nie sunie ku nam z taką prędkością jak wcześniej.

Thyri:-Nie, ale też nie stoi.

Runa:-Niedobrze. Będziemy musieli pomyśleć. Czy warto dalej uciekać, czy zacząć walczyć?

Tore:-Walka jest zła.

Runa:-Sama nie chcę się do tego uciekać, ale co mamy robić?

Thyri:-Może jest jakiś sposób.

Runa:-Zawsze jest. Tylko trudno go dostrzec. Oddalmy się od chmury. Po drodze coś wymyślimy.

--- --- --- --- --- --- ---

Yrsa obudziła się czując się zaniepokojona. Była sama. Rozejrzała sięwokoło. Gdzie się podziałElric? Byli przecież drużyną.

<Yrsa:Czy to możliwe, że on... poszedłdo Eithne? Myślałam przecież, że mu na niej nie zależy!

Bogini rozejrzała się wokoło. Było cicho, a na horyzoncie pojawiła sięciemna chmura. Niepokojąco ciemna chmura. Nagle usłyszała zza krzaków podejrzany dźwięk. Zlękła się. Nie była wojowniczką jak jej rywalka, nie umiała także wymyślać strategii. Zacisnęła powieki i przegryzła usta.

Wtedy zza krzaków wyskoczył Elric.

Elric:-Co się stało? Przestraszyłaś się?

Yrsa:-Poszedłeś do Eithne, prawda?

Elric:-Nie. Chciałem sprawdzić, czym jest ta ciemna chmura, która najwyraźniej nie wróży nic dobrego. A co, zazdrosna byłaś?

Yrsa:-No pewnie że tak! To poza tym jest dziwna sytuacja! Czy nie widzisz, że najprawdopodobniej zawaliłeś próbę wierności?

Elric:-Czemu? Nie kocham Eithne. Nic nie trzyma mnie przy niej? Czemu miałbym być wierny komuś kogo nie kocham?

Yrsa:-Wciąż mi się wydaje, że wszystko co robimy jest zakazane. Wylecimy z turnieju.

Elric:-Nawet jeśli - to myślę, że jeśli skryjemy się w Alfheimie - uda nam się przeżyć Ragnarok.

Yrsa:-A co potem?

Elric:-Będziemy żyć. Normalnie. Wolni od tego wszystkiego..

Yrsa:-Elric... ja ci muszę coś powiedzieć. Wiesz dobrze, że jako bogini miłości często zauraczam się w byle kim, ale...

Elric:-Chcesz powiedzieć, że to było tylko zauroczenie?

Yrsa:-Nie.. Kocham cię. Od bardzo dawna. Chciałam ci powiedzieć tylko, jaka jestem teraz tutaj z tobą szczęśliwa.

Elric:-Cieszę się. Nie chcę mieć już nic wspólnego z Eithne.

Po tych słowach pocałował ją.

--- --- --- --- --- --- ---

Beltherion siedział na swym tronie wpatrując się w przestrzeń. Jego ludzie donieśli mu, że znaleźli w lesie kolejnego intruza. Była nim nieprzytomna dziewczyna, którą właśnie wprowadzili. Miała niecodzienny kolor włosów - płomienistoczerwony.

Wstał, po czym wymierzył jej uderzenie batem. Dziewczyna z krzykiem obudziła się.

Beltherion:-Kim jesteś?

Shad'Ya:-Gdzie jestem?

Beltherion:-Ja tu zadaję pytania.

Shad'Ya:-Jestem Shad'Ya..

Beltherion:-Shad'Ya? Ciekawe imię.

Dziewczyna podniosła się. Beltherion stwierdził, że nie była zbyt urodziwa. Nie nadawała się na niewolnicę jego ludu.

Shad'Ya:-Jesteś królem elfów!

Beltherion:-Cóż za odkrycie...

Shad'Ya przyjrzała mu siędokładnie. Miał długie, rude włosy, zielone oczy i jasnąskórę. A w jego spojrzeniu widać było mrok.

Shad'Ya:-Czemu dałeś zawładnąć sobą ciemności?

Beltherion podszedł do dziewczyny, wciąż trzymając bat w ręku. Ku jego zdziwieniu ani drgnęła. Wciąż patrzyła mu prosto w oczy, jakby myślała, że jest dla niego godnym przeciwnikiem. Jakaś jego część podziwiała jej odwagę, inna pragnęła jej śmierci za ten niedoceniający akt.

Wyciągnął dłoń w kierunku Shad'Yi. Na koniuszkach jego palców zaiskrzyły płomienie, jednocześnie sięgnął umysłem w kierunku jej mocy, by lepiej poznać przeciwniczkę. I wtedy wyczuł płomień. Duży, jasny i ciepły płomień. Zrozumiał, że była mistrzynią ognia, jak on. I nagle zaczęła go interesować. Może nie zabije jej od razu...

--- --- --- --- --- --- ---

Sigrid:-Asgeir! Mówięci, że powinniśmy wrócić po Shad'Yę!

Asgeir:-Ona wszystko utrudnia. Poza tym mam dość - idę znaleźć Tore'a i się trochę nad nim poznęcać. Muszę odreagować gniew.

Sigrid:-Zostawiłeś ją samą w ciemności! To dla mistrzyni ognia piekło!

Asgeir:-I raj dla mistrza wody.

Sigrid:-Współpracowała z tobą!

Asgeir:-Nie. Ona współpracowała z tobą, Sigrid! Tylko z tobą! Nie widziałaś tego? Poza tym nie wydaje mi się, żeby ona tam jeszcze była!

Sigrid:-Gdzie miałaby być nieprzytomna?

Asgeir:-Widziałem patrol elfów przechodzący nieopodal... Musieli ją znaleźć.

Sigrid:-Chcesz więc powiedzieć, że wpakowałeś koleżankę z grupy w takie tarapaty?! Jesteś beznadziejny!

Asgeir:-Gdy tylko usłyszałem o składzie tej grupy - wiedziałem, że nie wyjdzie mi to na dobre.

Sigrid:-Myślisz tylko o sobie! Trzeba będzie ją uratować!

Asgeir:-Ehh... To może znajdźmy najpierw tą grupęTore'a...

Sigrid:-Myślisz tylko o gnębieniu żeglarzy... Ale niech ci będzie - to wszystko ma podłoże strategiczne. Większą grupą będzie nam łatwiej.

Asgeir uśmiechnął się tajemniczo i ruszyli na poszukiwanie tria Runa-Thyri-Tore.

--- --- --- --- --- --- ---

Throst:-Proponujęzacząć szukać od góry. Zazwyczaj znajdująsię tam najbardziej wartościowe artefakty.

Egir:-Nie wydaje mi się. W moim domu, w Helheimie - wszystko, co ważne jest na najniższych stopniach budynku.

Eithne:-Tyle, że wasza dwójka może nie mieć racji. Throst - twój podniebny pałac skrywa swe skarby na górze, jak najbliżej nieba, zaś pałac, w którym wychowywał się Egir - w Helheimie, ukrywa to, co wartościowe jak najgłębiej w otchłani piekielnej. To logiczne.

Throst:-Dedukując w ten sposub, możemy dojść do wniosku, że pałac w Alfheimie, świecie pomiędzy niebem a ziemią, skrywa to, co istotne na środkowych piętrach.

Egir:-W takim razie, skoro ten pałac ma osiem pięter.. Zacznijmy od trzeciego.

Eithne:-Hmm... Dobrze.

Throst:-Pamiętajcie o jednym - nie wolno nam się rozdzielać. Gdyby ktoś przez przypadek odkrył, że jesteśmy bogami - łatwiej będzie nam się bronić w trójkę.

Egir:-Szczególnie, że jesteśmy najlepszymi z wojowników..

Throst:-Dokładnie. Ruszamy.

--- --- --- --- --- --- ---

Tore:-Coś wymyśliłaś?

Runa:-Nie. Nie widzę innego sposobu niż pozostanie na miejscu i stawienie czoła chmurze.

Thyri:-Ona okrada mnie z weny... Uciekajmy.

Runa:-Nie możemy wiecznie uciekać. Władcy tak nie robią. A przybyliśmy tu, by się nimi stać.

Tore:-Chyba jednak nie ma innego wyboru, Thyri. Musimy to zrobić. Inne drużyny pewnie już dawno się na to zdecydowały.

Nagle od zza drzew od strony chmury wyskoczyły dwie postacie.

Thyri:- Sigrid?! Asgeir?!

Sigrid:*zdyszana*-We własnej osobie... Szukaliśmy was.

Runa:-Co się stało?

Sigrid:-Asgeir był tak lekkomyślny, że oddzielił się od grupy! Zostawił Shad'Yę samą w ciemności! Pobiegłam za nim, by go przekonać do zmiany zdania, ale gdy wróciliśmy - jej już nie było! Została uprowadzona przez elfy, podczas gdy była nieprzytomna! Musicie nam pomóc ją uratować.

Runa:-Postaramy się jak możemy. Thyri - to prawda, że twój śpiew potrafi zahipnotyzować?

Thyri:-A jakże!

Runa:-Świetnie! A Tore jest dobrym dyplomatą! W takim razie widzicie - przydamy się do czegoś!

Asgeir:-Ale mi afera o kogoś tak marnego jak córka Surtura!

Sigrid:-Cicho siedź! To wszystko twoja wina. Dobrze, że jest nas teraz czwórka. Będzie łatwiej odbić Shad'Yę. Więc ruszajmy!

--- --- --- --- --- --- ---

Shad'Ya zniosła wszystkie tortury, nie odzywając sięani słowem.

Beltherion:-Dlaczego to robisz? Czemu po prostu mi się nie pokłonisz? Nie będziesz musiała cierpieć...

Shad'Ya:-Mam swą godność.

Beltherion:-Kimże jesteś by tak mówić.

Shad'Ya:-Nikim. Tylko Shad'Yą. Nazywam się Shad'Ya Surturdottir.

Beltherion:-Córka Surtura? Coraz bardziej mnie zaskakujesz. W takiej sytuacji im więcej tortur ci zadam, tym Surtur pomyśli, że jestem potężniejszy, gdy już mu to powiesz.

Shad'Ya:-Nic mu nie powiem.

Beltherion uniósł zdziwiony brew, po czym podszedł do bogini. Przejechał dłonią po jej policzku, a następnie uderzył ją batem w miejsce, w którym zetknął się z jej skórą. Ani drgnęła.

Beltherion:-A to niby czemu?

Tym razem to ona dotknęła jego twarzy, by przyjrzeć się jego oczom, które były zwierciadłem duszy.

Shad'Ya:-Ponieważ opętany nie jesteś sobą. A mistrzowie ognia powinni trzymać sięrazem.

Beltherion:-Jesteś doprawdy ciekawą osobą. Brzydką, ale ciekawą..

Shad'Ya:-Nie zależy mi na pięknie, bo ono zazwyczaj sprawia, że kobieta staje się próżna.

Beltherion skinął głową, po czym oddalił się od niej. Nigdy jeszcze nie spotkał kogoś takiego, kto w groźbie niewoli zachował taki spokój. I skłamał. Ona nie była brzydka. W niej coś było. A on nienawidził takich ludzi. Niezwykłych. Zazwyczaj byli skłonni do obalania rządów.

Beltherion:-Hmm... muszę się zastanowić co ja z tobą zrobię..

--- --- --- --- --- --- ---

Przeszukali wszystkie piętra i nic nie znaleźli.

Eithne:-To na nic... tu nic nie ma.

Throst:-Jest. Wyczuwam to. Tyle, że ukryte..

Egir:-Te elfy.. Zawsze muszą cośwymyślić.

Eithne:-Jest jedno miejsce, w którym nie sprawdzaliśmy.

Throst:-Chyba nie myślisz o tym samym co ja?

Eithne:-Sala tronowa..

Throst:-A jednak..

Egir:-Nie wydaje mi się, żeby coś tam było. To zbyt oczywiste. Elfy nienawidzą, gdy coś jest oczywiste. Może coś ominęliśmy.

Eithne oparła sięo ścianę.

Eithne:-Niby co? Szukaliśmy dokła..

Pod Eithne zawaliła się podłoga i bogini wpadła w tajemniczy tunel otwierający się pod jej stopami.

Throst:-To! Idziemy!

Wskoczył do tunelu. Za nim zrobił to Egir. Na dole znajdowało się małe pomieszczenie, całe pełne złota. Pośrodku stał kryształowy piedestał otoczony magiczną barierą, na którym płonął czarny płomień.

Throst:-Oto serce ciemności.

Eithne:-Przydałby sięAsgeir... on jest specjalistą od gaszenia płomieni..

Throst:-Nie takich. To coś więcej..

Egir:-Chyba, że znalazłby się mistrz magii.

Eithne:-O czym ty mówisz? Przecież nie ma nic takiego - istnieją mistrzowie wody, jak Asgeir, ognia jak Shad'Ya, wiatru jak Throst i ziemii jak Tore. Nigdy nie słyszałam o czymś takim.

Throst:-Nie jestem mistrzem wiatru..

Eithne:-Nie?

Throst:-Ja jestem niebem..

Egir:-To coś więcej. Throst, ty nam czegoś nie mówisz.

Throst:-Każdy ma swoje mroczne tajemnice. Dość już o mnie - zastanówmy się - jak to zniszczyć. Jeśli nam się uda - Àlfheim odzyska swoją dawną świetność.

--- --- --- --- --- --- ---

Thyri:-Daleko jeszcze do tego pałacu?

Runa:-Myślę, że nie. Powinniśmy być około kilometra od niego.

Thyri:-Ale kilometr to dużo!

Asgeir:-Nie jesteś w za dobrej formie, co?

Thyri:-Nie..

Asgeir:-No to mogę cię zacząć trenować.

Tore:-Zajmiesz się tym później. Teraz mamy misję.

Asgeir:-Właśnie, Tore... słyszałem pogłoski, że jesteś żeglarzem..

Sigrid:-Skończ, Asgeir! Mamy ważniejsze rzeczy na głowie. Nie wspominając, kto nas w to wpakował.

Tore:-Cisza! Coś słyszę!

W pobliskich zaroślach cała czwórka usłyszała szmery. Asgeir podbiegł do nich.

Asgeir:-WYŁAZIĆ NATYCHMIAST, ALBO WAS ZAMROŻĘ!

Runa:-Idioto, jeśli to są elfy to właśnie nas zdradziłeś!

Zza krzaków wyszli Elric i Yrsa, trzymający się za rękę.

Sigrid:-Masz szczęście..

Elric szybko puścił dłoń Yrsy.

Elric:-Co wy tu robicie?

Sigrid:-Zmierzamy w kierunku pałacu elfów. Shad'Ya została przez nie porwana.

Yrsa:-Kto na to pozwolił?

Sigrid:*patrzy się na Asgeira*-Zgadnijcie...

Elric:-Asgeir...

Runa:-Dołączycie do nas?

Wymienili między sobą spojrzenia.

Yrsa:-Jeśli tylko możemy się przydać.

Asgeir:-No więc nie czwórka, ale szóstka idzie na ratunek tej pokrace...

--- --- --- --- --- --- ---

Eithne:-To chyba ukryty skarbiec.. Możemy się rozejrzeć i poszukać czegoś przydatnego do tej roboty.

Throst:-Pomysł dobry. Egir na lewo, Eithne - na prawo. Mi zostawcie przednią i tylną stronę.

Egir:-Skoro chcesz robić najwięcej... to rób. Nie przeszkadzam.

Eithne rozejrzała się w swoją stronę. Jej wzrok przyciągnęła wielka, pusta dziura, z której jednak emanowała potężna energia. Gdy tylko do niej podeszła, zebrała się w tym miejscu różowa mgła.

???:-Kogo mam ci pokazać, pani?

Eithne zdziwiła się. Chmura najwyraźniej mówiła.

Eithne:-Pokaż mi ... Elrica...

???:-Obawiam się, że ten obraz nieco cięzasmuci.

Bogini uniosła pytająco brew, lecz ponagliła prośbę. Jej oczom ukazał się obraz Elrica całującego sięz Yrsą. Dziewczyna zacisnęła powieki i krzyknęła. Natychmiast podbiegli do niej Throst i Egir.

Throst:-Znalazłaś coś?

Eithne:-Zwierciadło wspomnień. Pokazało mi... okropny obraz.

Egir:-Gdzie ono jest?

Eithne:-Tam... było..

Dziewczyna wskazała we właściwym kierunku, lecz mgła i energia, która jej towarzyszyła zniknęły.

Throst:-Zniknęło. Można było się domyślić. Co widziałaś?

Eithne:-Elrica... i Yrsę.. Ja... nie chcę o tym rozmawiać.

Dziewczyna usiadła na posadzce, podciągnęła kolana pod brodę i schyliła głowę.

Egir:-Dlatego właśnie jakiekolwiek uczucia są niewskazane. To oznaka słabości.

Throst:-To jej teraz nie pomoże. Pamiętaj - jesteśmy drużyną. Musimy działać. Naprawdę niedaleko nam do osiągnięcia celu, więc postarajmy się.

Egir:-Lepiej zrobiłbym to sam.

Throst:-Świetnie - zostawiam tę misję tobie. Ja postaram się porozmawiać z Eithne.

--- --- --- --- --- --- ---

Beltherion chwycił Shad'Yę i przyłożył jej klingę do szyi.

Beltherion:-Idą po ciebie.

Shad'Ya:-Czuję to. Wiesz, że z tobą wygrają?

Beltherion:-Nie możesz być tego taka pewna.

Shad'Ya:-Mają mistrza wody...

Beltherion:-A więc tak plugawa istota przybywa ci na ratunek, co?

Shad'Ya:-Zapewne go zmusili. Sama za nim nie przepadam.

Beltherion:-Zawsze możesz do mnie dołączyć. Razem go zabijemy.

Shad'Ya:-Nie.

Beltherion:-Sama powiedziałaś, że mistrzowie ognia powinni trzymać się razem.

Shad'Ya:-Tak. Ale nie w sytuacji, gdy jeden z nich nie jest sobą.

Drzwi do sali tronowej otwarły sięgwałtownie. Stali w nich Sigrid, Asgeir, Runa, Elric, Yrsa, Thyri i Tore.

Elric:-A więc... królu Beltherionie - oddaj nam Shad'Yę, albo cięzabijemy!

Shad'Ya:-NIE!

Yrsa:-Yymm... Czegoś tu nie rozumiem. Bronisz porywacza?

Shad'Ya:-To wy nie rozumiecie! On jest opętany przez ciemność! Natura elfów jest dobra..

Sigrid:-Co więc mamy zrobić?

Shad'Ya:-Najlepiej go ogłuszcie do czasu, gdy uda nam sięobalić ciemność.

Beltherion:-Planujecie na głos, hmm? Ciekawa strategia. Jeśli wy nie jesteście w stanie mnie zabić - macie problem. Ja nie zawaham się zabić jej.

Tore:-Porozmawiajmy o tym. Być może uda się nam ustanowić rozejm. Walka jest zła...

Thyri:-Właśnie! A ja napiszę poemat o szczęśliwym zakończeniu!

Beltherion:-Chcecie rozejmu? Musicie przyłączyć się do Ciemności!

Asgeir:-Tego nigdy nie zrobimy!

Beltherion:-A więc ty jesteś tym mistrzem wody? Żałosne, jak nisko upadła córka Surtura, by ktoś taki ją ratował.

Asgeir posłał w stronę Beltheriona strumień wody, który szybko został wygaszony przez króla elfów. Rozpoczęła sięwalka. Król jednak nic nie robił sobie z przeciwników, jedną ręką odpierał wszystkie ataki przeciwników. W drugiej wciąż trzymał miecz, którego klinga oparta była o gardło nieruchomej Shad'Yi.

--- --- --- --- --- --- ---

Egir:-Nic z tego. Nie uda nam się zniszczyćserca Ciemności. Tu jest potrzebna jakaś kosmiczna energia.

Throst siedziałcicho, zamyślony, jakby myślał nad rozwiązaniem.

Eithne:-Chcesz powiedzieć, że potrzebujemy mocy, której nie znajdziesz nigdzie na Yggdrasilu?

Egir:-Tak. Tu potrzebna jest potęga spoza wielkiego jesionu. Nikt nie ma takiej mocy.

Throst wstał i podszedł do nich.

Throst:-Spoza Yggdrasilu, powiadasz?

Eithne:-Tak. Tylko gdzie my to znajdziemy.

Throst:-Jestem niebem. Niebo znajduje sięnie tylko na terenach Yggdrasilu..

Eithne:-Throst?

Throst:-Wiem więcej nawet niż Odyn. Mam dostęp do wszystkich krain we wszechświecie. Bo jestem niebem. Jest więcej drzew takich jak Yggdrasil i nie każde z nich to jesion. Są dęby, klony. Wszechświat jest naprawdę niezwykły.

Eithne:-Wiedziałeś to cały czas?

Throst:-Tak..

Eithne:-Czemu więc nic nie mówiłeś?

Throst:-Ponieważ taka wiedza bardzo zmienia światopogląd. Jako mieszkaniec jednego z miliona drzew we wszechświecie, czujesz się nikły...

Eithne:-Ale taka wiedza jest również mądrością, która..

Egir:-Przestańcie dyskutować i zajmijmy sięmisją - będziesz umiał to zniszczyć czy nie?

Throst:-Tak..

Egir:-Więc na co czekasz?

Throst westchnął, posłał ku czarnemu płomieniowi strumień mocy, który natychmiast go zniszczył. W tej właśnie chwili cały Alfheim odżył..

--- --- --- --- --- --- ---

Shad'Ya odetchnęła. Beltherion zaprzestał ataku.

Sigrid:-Co się stało? Poddaje się?

Tore:-Nie. Spójrzcie dookoła - wszystko sięzmienia. To koniec.

Runa:-Nastał pokój. A więc Throst, Eithne i Egir zniszczyli serce ciemności.

Beltherion rozejrzał się po sali, by obejrzećzło, które uczynił. Podszedł do Shad'Yi i ku zdziwieniu innych uklęknął przed nią.

Beltherion:-Wybacz mi, pani za to co ci zrobiłem.

Shad'Ya:-Nie mam czego wybaczać. To nie byłeś ty.

Elf ucałował jej rękę, jako oznakę szacunku po czym wstał i zwrócił się do pozostałych. Shad'Ya zdziwiła się. Nigdy nie przepadała za tym gestem, wywoływał w niej dreszcze odrazy, tym razem jednak było inaczej. Uśmiechnęła się. Najwyraźniej lepiej czuła się w towarzystwie elfów niż bogów. Zapamięta to na przyszłość.

Beltherion:-Wy także mi wybaczcie. To Loki sprowadził na nas ciemność.

Yrsa:-Elric... on mówi o twoim ojcu.

Elric:-Nie przejmuj się tym.

Beltherion:-Zła moc bardzo łatwo opętuje ludzi. Naprawdę mi przykro. Zostaniecie spokojnie odprowadzeni do miejsca, do którego musicie dojść zarówno wy, jak i trójka w skarbcu..

Sigrid:-Więc możemy już wracać - na polanę. Coś mi mówi, że Alviss będzie tam na nas czekał.

--- --- --- --- --- --- ---

Cała jedenastka stała z powrotem w miejscu, z którego wyszli. Tym razem stąpali po tej ziemi nie jako przybysze, ale jako zwycięzcy.

Eithne:-Elricu Lokisonie - to twój koniec..

Elric:-A więc dowiedziałaś się..

Eithne:-Tak. I zamierzam cięzabić za splamienie mego honoru. Tu i teraz.

Rzuciła w niego Mjolnirem. Krew prysła mu z brzucha.

Yrsa:*rzuca siępomiędzy Elrica a Eithne -ZOSTAW GO!!

Eithne:-Akt poświęcenia dla ukochanej osoby, hmm? Bękarcie Lokiego, mam nadzieję, że zasłużyłeś sobie na miłość Yrsy. Dla niej cięoszczędzę, albowiem jąszanuję.

Yrsa spojrzała na Eithne.

Yrsa:-Dziękuję.

Eithne:-Nie jestem okrutna, lecz smutna droga czeka mnie w najbliższej przyszłości..

Yrsa:-Kiedyś odnajdziesz prawdziwą miłość. Widzę to..

<Eithne:Nie mam nic do Yrsy, lecz Elric to szumowina>

Na polanie pojawił się Alviss.

Alviss:-A więc widzę, że udało wam się dokonać tego, o co was prosiłem. Álfheim odzyskał dawną świetność. Chyba nie mamy wątpliwości, kto nie zdał próby wierności?

Asgeir:'-Zostawiłem Shad'Yę, ponieważ nie czuję się związany czymkolwiek z kimś z Muspelheimu.

Alviss:-Swoje wytłumaczenia zostaw jej, albowiem nie o tobie mowa. Turniej opuszcza dziś Elric. Władca nie tak załatwia swoje sprawy uczuciowe. Jeśli kogoś nie kocha - mówi mu to wprost. Bo co to za władca, który ukrywa tajne sprawki przed swoim ludem? Elricu, możesz się udać do bramy przejścia i powrócić do Walhalli. To, jak cię tam przyją nie zależy ode mnie.

<Yrsa:Elric... Nie..>

Młody bóg odszedł. Została dziesiątka.

<Eithne:Może będę mniej cierpiała, jeśli nie będę go widywała codziennie>

Alviss:-Jutro możecie powrócić do Walhalli. Za miesiąc wyznaczone zostanie miejsce drugiej części turnieju i kolejnej próby.

--- --- --- --- --- --- ---

Noc była duszna. Shad'Ya wręcz czuła ogień w powietrzu. Wyszła na przechadzkęz dala od obozu. Kochała Alfheim. Jeśli nie zostanie władczynią Gimlei i jej ojciec nie zmusi jej do żadnego małżeństwa - na pewno zamieszka tu. Westchnęła smutno... Surtur od dawna chciał, by się ustatkowała - wysyłał do niej coraz to więcej kandydatów. Ona tego nie chciała - nie widziała w nich żadnego uroku.

Krzaki zaszeleściły i bogini ujrzała znajomą postać.

Shad'Ya:-Nie wierzę!

Beltherion:-Więc uwierz.

Shad'Ya:-Po co tu przyszedłeś, panie?

Beltherion:-Jestem ci coś winien. Wyrządziłem ci naprawdę wiele krzywdy.

Shad'Ya:-Dużo osób mnie zraniło, nie wynagradzając mi tego.

Beltherion:-W takim razie będę pierwszy. Weź ten medalion. Przyniesie ci szczęście.

Elf podał jej złoty wisior z sygnetem elfiego królestwa.

Shad'Ya:-Dziękuję. Jest piękny. Ma jakąś moc?

Beltherion:-Ma wiele mocy. Odkryjesz je... wkrótce.

Po tych słowach zniknął. Shad'Ya zastanawiała się nad znaczeniem tego, co powiedział.

Jak się podobał odcinek?
 
6
 
0
 
0
 
0
 
0
 
0
 
0
 
0
 

Ankieta stworzona dnia wrz 10, 2012, o godzinie 18:33.
Oddanych głosów: 6

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki