FANDOM


(czołówka)


W pokoju Vanessy i Marti

Marti (ziewając): Ah, nareszcie się wyspałam. A ty?

Vanessa (zaspana): Noihiudsfsdkjnk!

Marti: Wyglądasz okropnie.

Vanessa: Bo idiota Chris zza ściany chrapał w nocy!

Marti: Serio? Nic nie słyszałam.

Vanessa: Taa, wiesz, trzy lata w psychiatryku zrobiły swoje i jestem bardziej wyczulona na takie rzeczy.

(pukanie do drzwi)

Marti: Otwórz, mi się nie chce.

Vanessa: Gdybyś nie była moją siostrą… (sennym krokiem idzie i otwiera drzwi, tam stoi Sami)

Sami: Czyżbyś miała zamiar to ukrywać?

Vanessa: He? Niby co?

Sami: Innych oszukasz, ale nie mnie. Nie wiem, jaki masz cel, by to ukrywać, ale niech ci będzie, nie zdradzę cię. Tylko nic nie kombinuj.

Vanessa: Ja? Kombinować? No co ty.

Sami (szeptem): Tym razem twój sojusznik ma twoją krew, więc będę czujniejsza… (odchodzi)

Vanessa (do siebie): Skubana, przejrzała nas….ale i na nią przyjdzie pora.

Marti (z łazienki): Kto to był?

Vanessa: Chris. Prosił, byśmy były na śniadaniu za niedługo.


W fast-foodzie

Chris: Ah, te śniadania czasem tu są okropne. Bleh.

Chef: Starałem się, wiesz?!

Sally: Ale fajnie, Chris je z nami. Hihi.

Lucas: Ciężkie do uwierzenia.

Chris: No co? Trochę się z wami zintegruję.

Vanessa: Mi tam wystarczy integracji, jak na ostatnie 4 lata.

Chris: A Vanessa miła jak zwykle. Heh. Smakuje śniadanko?

Vanessa: Ja zjem wszystko.

Drake: Ja też. Jadałem z zespołem naprawdę dziwaczne rzeczy.

Chris: Za chwilę wyjaśnię dzisiejsze zadanie….ale najpierw pójdę do łazienki…chyba mi niedobrze… (wybiega z lokalu)

(w pokoju tajemnic)Rose: Ale francuski piesek się z niego zrobił…a to przecież tylko amerykański cheeseburger.

(w pokoju tajemnic)Michelle: Mam nadzieję, że w dzisiejszym zadaniu dam nauczkę Lucasowi. Zasługuje na to od dawna.

(w pokoju tajemnic)Willie: Uważacie, że mam szanse u Vanessy? No bo….tak miło było wczoraj….szkoda, że zemdlałem jak frajer. Ehh.

Max: Chyba za dużo drogiego żarcia. Nie może przełknąć zwyczajnego cheeseburgera. Trochę żałosne.

(w pokoju tajemnic)Rose: A nie mówiłam?

(Chris wraca)

Chris: Dobrze…dzisiejsze zadanie to łamanie prawa!

Sally: No wiesz? Chyba nie powinniśmy promować takich złych rzeczy.

Chris: Spokojnie, to tylko głupi program rozrywkowy.

Harold: Sam to przyznałeś, heh.

Chris: Wykorzystajcie to, że dzisiaj można dowolnie łamać prawo. Zobaczymy waszą pomysłowość. Tylko nie przesadzajcie, rzecz jasna.

Lilly: Aż tak nie mieliście pomysłów?

Chris: Ej no, to był pomysł Rogera akurat, ale to może być zabawne nawet, nie Claire?

Claire: …co? A, tak. Fajnie…

Chris: W porządku wszystko Claire? Nie potrzebujesz pomocy medycznej? Wyglądasz blado jakoś dzisiaj.

Lilly: Spokojnie, to przez pogodę. Przejdzie niedługo.

Claire: Mhm…

(w pokoju tajemnic)Lilly: Claire ostatnio przeżywa jakiś kryzys osobowościowy chyba. Wszystko przez głupiego Drake’a… Zaczynam żałować, że ją wzięłam do sojuszu. Od kilku dni nic nie zdziałałyśmy.

Chris: Co więcej, od dziś można korzystać z czterech samochodów stojących przed kamienicą. Tylko używajcie rozsądnie.

Willie: Często powtarzasz to „rozsądnie” dziś.

Chris: Bo chcę, by wam to utkwiło w głowie.


Na mieście

Chris: Zobaczmy, jak sobie radzą nasi gracze. (śmigają obok dwa samochody) Oh, widzę, że Lucas i Harold postanowili poszaleć na drodze. (do Lucasa) Tylko uważaj, żeby nie mieć stłuczki!

Harold: Spoko, to mało ruchliwa uliczka.

Lucas: Właśnie, poza tym nie takimi wozami się jeździło szybko, hehe.

(odjeżdżają)

Chris: Zobaczmy dalej…

Willie: Patrz Chris! Ja……………śmiecę! (rzuca papierek na ziemię)

Chris: Mało punktów mogę za to dać…postaraj się jeszcze.

Sally: Vanessa! Porozrabiajmy razem!

Vanessa: Może później… (odchodzi gdzieś z Marti)

Chris (do Sally): I jak masz zamiar ty mnie zaskoczyć?

Sally: Ja…nie wymyśliłam jeszcze.. (odchodzi smutna)

(w pokoju tajemnic)Vanessa: Tak, postanowiłam w tym sezonie trochę mniej używać Sally. Nie chcę ją wciągać w swoje plany, wystarczy mi Marti.

(w pokoju tajemnic)Sally: Zastanawiam się, czy Vanessa mnie w ogóle jeszcze lubi…nie, Sally! Uśmiechaj się mimo wszystko! Hihi.

(trochę dalej)

Marti: Nie wiem, co planujesz, ale już się boję.

Vanessa: Spokojnie, tym razem serio mam zamiar wygrać i obie dojdziemy do finału, zobaczysz. Mam wszystko zaplanowane.

Marti: W takim razie zwycięstwo Drake’a wczoraj też było zaplanowane?

Vanessa: No oczywiście, szybko się zorientowałam, że coś jest nie tak i trochę udało mi się wkurzyć Claire. Heh.

Marti: Naprawdę jesteś podła…supeeer.

Vanessa: Spokojnie, (głaszcze Marti po głowie) kiedyś też nauczysz się tego wszystkiego, co ja.

Marti: No okej, ale co planujesz na dzisiejsze zadanie? Jest dość dziwne, nie mam pomysłu.

Vanessa: Co nie? Ale już zaraz coś wykombinuję.


Tymczasem w banku

Rose: To jest napad! Dawać kasę!

(w pokoju tajemnic)Rose: Zawsze mnie zastanawiało, jak taki napad wygląda z punktu widzenia przestępcy. Nie to, żebym miała jakieś zadatki czy co! Hehe-hehe-heh…

Rose (uciekając): No, całkiem nieźle.

Chris: Powiedzmy…nie zachwyciło mnie, ale przynajmniej zgodne z zadaniem.

Max (do Chrisa): No bez jaj, jak tak ma wyglądać to zadanie, to ja odpadam.

Chris: Jak chcesz, to nie będzie dzisiaj kolacji dla ciebie.

Max: Wszystko jedno. (odchodzi)

(w pokoju tajemnic)Chris: Rany, ale się przejął. A przecież sam się zgło…dobra, nieważne.

Sami: Szczerze, to też nie mam pomysłu. (przebiega na czerwonym świetle) To zadanie jest głupie..

Chris: No co wy, nie umiecie się bawić?

(Lilly ściąga spodnie Chrisowi)

Lilly: I tak to się robi.

Chris: To wcale nie jest (podnosi szybko spodnie) śmieszne!

Lilly: Ale na co dzień bym tego nie mogła zrobić, nie? Więc się liczy.

Chris: Uh..

Sami (do Lilly): A gdzie zgubiłaś Claire? Zawsze z tobą łazi.

Lilly: A nie wiem. Nie musimy przecież cały czas być razem.


Tymczasem w parku

Max (do Drake’a): Dobrze, że się wycofałem, nie?

(Drake siedzi obok na ławce i gra sobie na gitarze)

Max: A, spoko, nie będę przeszkadzał…przejdę się. (odchodzi)

Drake (do siebie): A ja wolę chyba dziś sobie tu odpocząć… (kontynuuje grę)

(zza drzewa obserwuje go Claire; już ma wyjść z cienia gdy zjawia się Michelle)

Michelle (do Drake’a): Ej, kłamczuszku nasz, widziałeś Lucasa?

Drake: Mówił, że planuje coś z autem. Pewnie chciał pojeździć.

Michelle: No tak, (facepalm) czemu na to nie wpadłam. Chodź, (łapie go za rękę) pójdziemy go poszukać!

Drake: Ał, czemu ja?

Michelle: Muszę mieć świadka mojej zemsty, fufufu..

Drake (przełyka ślinę): No ok-kej…

(w pokoju tajemnic)Drake: Jak ja nie lubię takich dziewczyn… Claire była idealna. Claire…

(w pokoju tajemnic)Claire: No dobra, postanowiłam z nim pogadać o tym, co się wczoraj stało. Nie gadaliśmy od kilku miesięcy, więc się trochę tego boję…


W centrum

Chris: Wciąż czekam na Sally, Claire, Michelle, Vanessę, Marti i Drake’a. Co z wami ludzie?

(pojawia się Vanessa i Marti)

Vanessa: Ktoś o mnie wspominał?

Chris: Tak, czekamy wciąż na twój pomysł.

Vanessa: Hihi, to miło. Zaraz go zaprezentuję.

Chris: Mam się bać?

Vanessa: Jako facet chyba nie. (podciąga bluzkę i pokazuje stanik)

Chris: (szczęka na podłodze) C-c-co ty wyp-p-prawiasz??!!

Vanessa: A publiczne obnażanie się, to nie łamanie prawa? Na dodatek widowiskowe, nie? (do Marti) Jak chcesz wygrać, to zrób to samo.

Marti: Co? Żartujesz chyba…

Vanessa: Nie, to nie…

Marti: Pff.

(w pokoju tajemnic)Marti: Teraz rozumiem, czemu do ostatniej chwili mi nie mówiła, co planuje. Na pewno bym odmówiła już na starcie, gdybym wiedziała.

Chris: Uhhh…. To był ciekawy widok, nie powiem, ale nie wiem, czy wygra.

Vanessa: Wątpię, bym miała przegrać.

(Michelle przebiega obok ciągnąć za sobą Drake’a)

Sally: O, jaka udana para.

Vanessa: A to nie Claire była jego dziewczyną?

Sally: A ja wiem. (odchodzi obrażona)

Vanessa: A z nią co?

Marti: Mnie się pytasz? Znam ją od niedawna i wiem tylko, że jest nadzwyczaj wesoła.

(w pokoju tajemnic)Vanessa: Czyżby Sally się obraziła, że nie spędzam z nią czasu? Niby byłyśmy przyjaciółkami w Zimie i w sumie dalej uważam ją za kogoś fajnego, no ale….kurcze, gdyby rozumiała moje intencje. Ehh.

(w pokoju tajemnic)Marti: Jeśli takimi metodami Vanessa będzie chciała dojść do finału, to zdaje się, że mnie tam nie zobaczy. Są pewne rzeczy, których nie zrobię dla wygranej. Ona zrobi to wszystko i jeszcze będzie bisować…


Na parkingu niedaleko

Lucas (do Harolda): Ja już kończę, pójdę coś zjeść!

Harold (w aucie): Spoko, ja jeszcze wykorzystam tę wolność na drodze, hehe.

Lucas (do siebie): Heh, jedzenie jedzeniem, ale powinienem coś wymyślić na przeprosiny dla Michelle.

(w pokoju tajemnic)Lucas: Długo myślałem o tym w nocy, ale chciałbym się z nią pogodzić. Trochę się czuję winny teraz.

(pojawia się Michelle z Drakiem)

Drake: Ał, to naprawdę bolało.

Lucas: Co tu robicie?

Michelle: To nie można już pogadać?

Lucas: Myślałem, że mnie nienawidzisz.

Michelle: A ty mnie nie? Heh.

Lucas: Nie, nie mam powodu.

Michelle: Uh, czyli te trzy lata nic dla ciebie nie znaczyły?

Lucas: Nie, chodziło mi o…

Michelle: No dobra, a jakbym zrobiła tak? (łapie Drake’a za koszulkę i całuje go)

Lucas: Yyy..to było dziwne.

Michelle: Na pewno mniej dziwne, niż twój całus z Vanessą.

Lucas: On był grą! A ty to zrobiłaś, by mnie wkurzyć.

(nie są świadomi obecności Claire niedaleko, która widząc scenę, ale nie słysząc, o czym gadają, ucieka z płaczem)

Lucas: Ale czekaj, ja chciałem…

Michelle: To też moja gra. Lubię też zapasy. (rzuca się na niego)

Lucas: Ał, to boli. Silna jesteś.

Michelle: Czyżbyś teraz to odkrył?

Lucas: No tak, bo…..jak „to” robiliśmy, to byłaś raczej lekka…

Michelle: A może tylko udawałam? Nie doceniałeś mnie całe te trzy lata. Teraz się trochę pobawimy. (zaczyna go mocno obejmować)

Lucas: Chyba czuję, jak mi żebra pękają..uff… (odpycha ją)

Michelle: Tak łatwo nie odejdziesz.

Drake: Eee, mogę już iść?

Lucas: A nie możemy po prostu…

Michelle: Czemu tak tchórzysz i sam mnie nie spróbujesz powalić? Za mało siły?

Lucas: Wiesz, wolałbym…

Michelle: Byłeś kiepski w łó…

(Lucas rzuca się na nią, ale ta blokuje atak; zaczynają się przepychać)

Drake: Czy ja serio muszę być zamieszany w tę bójkę kochanków? (pyta, ale nikt go nie słucha)

Michelle: Teraz z ciebie tygrys wychodzi? Trochę za późno.

Lucas: Muszę bronić swojej godności.

Michelle: A mnie to już nie możesz?

Lucas: Zawsze cię broniłem, wiesz o tym.

Michelle: A może broniłeś własnego tyłka posługując się mną, hę?

(pojawiają się Chris i reszta)

Chris: Tu jesteście! Hmm, publiczna bójka? Dobry pomysł. (ale jego też nie słuchają)

Lucas: Wiesz, myślałem właśnie, jak cię przeprosić.

Michelle: O, serio? Ciężko ci zaufać po ostatnim.

Lucas: Naprawdę……...jesteś żałosna.

Michelle: Ale silniejsza! (z dużym impetem odpycha Lucasa, a ten leci w stronę ulicy)

Chris: Ej, ostrożnie!

(w tym samym momencie pojawia się jadący z niesamowitą szybkością Harold samochodem, nie zdążył wyhamować potrącając Lucasa)

Wszyscy: OH!

Chris: Niech ktoś wezwie pogotowie!

Harold (zahamowawszy samochód): Ja…nie chciałem…

Chris (do Michelle): Zwariowałaś czy co???

Michelle: Należało mu się, no co.

Chris: Ale…ale…ale…..dobra, inaczej to załatwię. WYLATUJESZ!

Michelle: Ha? Przecież sam mówiłeś, że mamy łamać prawo, nie?!

Chris: Ale nie kosztem czyjegoś życia! Masz szczęście, że przeżył, ale nie możemy tolerować takich rzeczy w naszym programie.

Michelle: ….sam dobrze wiesz, że się o to prosił.

Chris: Może, ale sama dobrze wiesz, takie sprawy załatwia się w domu.

Michelle: Hah, dobrze, że nie kupowaliśmy wspólnego…musiałabym teraz wyznaczać swoją połowę. W takim razie sayonara. Chętnie wrócę do własnego domu, gdzie będę wreszcie sama i nikt mi nie będzie głowy zawracał.

Chris: To nie takie proste, wiesz. Wszyscy przegrani trafiają do Hotelu Przegranych, gdzie pozostaną do ostatniego odcinka programu.

Michelle: Eee, kolejny beznadziejny pomysł…

Chris: Nie ja wymyślałem. (odprowadza ją do Autobusu Wstydu) Wiesz, to zabawne, że akurat wy, nowi gracze z Zimy, się dopuściliście takich rzeczy.

Claire: Takich?

Chris: No zamachu na czyjeś życie.

Michelle: A co niby zrobił Frank???

Chris: Kiedyś się dowiesz, (wrzuca ją do autobusu) a tymczasem żegnam.

Vanessa: Dobra, jak mamy tę całą szopkę za sobą, to co ze zwycięzcą?

Chris: Co? A tak….postanowiłem przyznać je Rose.

Rose: TAK!

Vanessa: A to niby czemu? Czyż mój „występ” nie miał więcej atutów?

Chris: Nie, bo przecież w pewnej formie bielizny, czyli bikini, można się pokazywać w niektórych miejscach, a napad na bank jest raczej zakazany wszędzie.

Vanessa: Trafne spostrzeżenie, zwracam honor.

Chris: Poza tym…..(szeptem) spodziewałem się czegoś więcej po tobie, Vanessa… (odchodzi)

Vanessa: Oh...

Marti (do Vanessy): Chodźmy już lepiej.

Vanessa: Jasne…(do siebie) czyżby Chris mnie namawiał, bym zaczęła mieszać? Mi w to graj, hehehe.


Odcinki Życia Totalnej Porażki
ŻYCIE LOGO
Nowe, dziwaczne miejsceDobre, złe czasyDziwne atrakcjeRęce, które karmiąOgień zwalczaj ogniemWojna gangówKrólowa powraca
Łamiemy zasady!Znowu nic ciekawego w TV10:15 w sobotni wieczórCo za dzień!Pozdrowienia z wakacjiOkrutne kłamstwoWróg publiczny nr.1
Dorwać złodzieja!Nienawidzę godzin szczytu!Niewolnicy władzyA niech się dzieje twoja gra...Show musi trwać...Siła równości
Nie zatrzymuj mnie teraz!Życie Totalnej Porażki - tajemniczy dodatekDługa jest droga na szczyt, jeśli chcesz grać rock'n'roll!
Życie na żywoZ pamiętników rodziny Stone
Ostatnie Wyzwanie cz.1Ostatnie Wyzwanie cz.2Ostatnie Wyzwanie cz.3

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki